PanPablo
11 minut

Everywhere life takes me: Magda i Mikołaj z Zakwasowni

Magda i Mikołaj Batorowie z manufaktury Zakwasownia opowiadają nam, jak wygląda ich codzienność blisko natury, którą przemierzają w sztybletach Blundstone.

5/5 - (6 votes)

Pewnego wrześniowego dnia wybraliśmy się na północ Polski, żeby spędzić dzień z Magdą i Mikołajem – założycielami Zakwasowni. Manufaktura, którą założyli 5 lat temu specjalizuje się w produkcji zdrowej żywności: od buraczanych zakwasów, przez kimchi po roślinne pasty czy oxymele. Codziennie pojawiają się na instagramie @zakwasownia i opowiadają o ich właściwościach. Otwarcie mówią też o swoich doświadczeniach z przebytej choroby Magdy, której leczenie wspierane było naturalnym produktami. Tego dnia uważnie przyglądaliśmy się, jak wygląda ich codzienność, którą dzielą między Trójmiastem a Kaszubami. Poznaliśmy też ich definicję bliskości i czułości: do siebie, do ludzi i do natury. 

Magda i Mikołaj Batorowie z Zakwasowni
Zakwasownia x Blundstone

Wszystko, co robimy, robimy z czułością

Od początku wiedzieliśmy, że chcemy żyć na wsi” – to zdanie pada z ust Magdy, kiedy jedziemy trasą Gdańsk – Sikorzyno, do małej wioski na Kaszubach, do której przeprowadzili się 5 miesięcy temu. Oszklony dom na wzgórzu z nieziemskim widokiem na zielone pola to ich oaza, w której mieszkają, odpoczywają i po prostu żyją. Swoim spokojem i kawałkiem natury postanowili podzielić się też z innymi. Niedaleko swojego domu postawili trzy małe stodoły, które wynajmują przyjezdnym.  

K: Jak znaleźliście to miejsce? 

Magda: Do Sikorzyna jeździłam wiele lat temu na wczasy Dr Dąbrowskiej. Chodziłam, patrzyłam i myślałam sobie “kiedyś będę tu mieszkać”. Wtedy to było kompletnie nierealne! Kiedy stwierdziliśmy z Mikołajem, że chcemy kupić działkę za miastem, krążyliśmy po tych okolicach i zauważyliśmy ogłoszenie “Sprzedam Działkę”. Zobaczyliśmy to miejsce i po prostu się zakochaliśmy. I z tego zachwytu kupiliśmy nie jedną, a kilka działek. 

K: Kiedy postanowiliście, że czas na przeprowadzkę? 

Magda: Przygotowywaliśmy się do tego emocjonalnie przez dłuższy czas. My po prostu od zawsze uwielbialiśmy naturę i wiedzieliśmy, że chcemy żyć na wsi. Dzień wolny – gdzie jedziemy? Na Kaszuby, na Podlasie, na Mazury, na Półwysep. Braliśmy namiot i rozbijaliśmy się na dziko na plaży. Chodziliśmy po lasach, robiliśmy po 20 km dziennie. Na Kaszubach byliśmy praktycznie w każde Boże Narodzenie. Co prawda, nie świętujemy, ale wyjeżdżaliśmy z miasta, żeby nie czuć tego niepokoju świąteczno-zakupowego, bo mnie to stresuje. 

K: Zauważyliście jakąś zmianę od kiedy tu jesteście?

Mikołaj: Lepiej śpimy! 

Magda: Śpimy genialnie głównie dlatego, że w ciągu dnia dużo czasu spędzamy z psami na zewnątrz i przez to mniej używamy komputera czy telefonu. Jeżeli ktoś się przeprowadza na wieś, a brzydzi się owadów, robaków, zapachów, boi się kleszczy to nie wiem, czy to dobre miejsce dla niego. To trzeba lubić. Wieś jest bardzo wymagająca. Nas jara obserwowanie, jak ta natura się zmienia w zależności od pory roku, już nie możemy doczekać się zimy! Mamy już taki syndrom wieśniaka: siedzimy, pracujemy przy komputerze, ja nagle się podnoszę, Mikołaj pyta “Co się dzieje?”, a ja mówię “Auto jedzie” <śmiech> 

K: Jak wygląda Wasza codzienność?

Magda: Rozpoczynamy dzień od zakwasu, Mikołaj bardzo tego pilnuje. Tłoczymy rano zielone soki, idziemy na spacer z psami, zawsze jemy też ciepłą zupę na śniadanie. Dobrze się po tym oboje czujemy. Mikołaj kocha gotować, eksperymentować. U nas wszystko toczy się wokół jedzenia i łażenia. Rajem pod względem kulinarnym był Izrael!

K: To tam pierwszy raz spotkaliście się z butami Blundstone?

Magda: Byliśmy kilka lat temu w Izrealu i obserwowaliśmy lokalsów. Wszyscy mieli te buty! Pomyślałam “Co to za moda? Czy to jakieś izrealskie buty?”. Dopiero w sklepie dowiedziałam się, że są z Australii. Kupiliśmy po parze i zakochaliśmy się w nich oboje. Mikołaj to mógłby tych butów w ogóle nie zdejmować. Kolejne pary Blundstone kupiliśmy u Was w sklepie internetowym. Moja córka też je nosi i kocha je podobnie jak my. Jak raz w nie wejdziesz to ubierasz je wszędzie, bo pasują do wszystkiego. Jutro wybieram się do Sztockholmu i polecę tylko w tych butach.

fot. Piotr Maślanka
sztyblety Blundstone

Napędem zawsze są ludzie

Nie mogliśmy sobie odmówić spaceru po okolicy, o której z zachwytem opowiadała nam Magda. Co kawałek zatrzymywaliśmy się, bo Mikołaj zauważał roślinę lub zioło, które wykorzystywane jest w produktach Zakwasowni. Przy każdym przystanku dostawaliśmy ogrom wiedzy o ich działaniu. W lesie obok Mikołaj pokazał nam rzadki grzyb Chaga, który znajduje się w eliksirze, którego próbowaliśmy rano w Zakwasowni w Gdańsku. Kosmos! 

K: Jak to, co tutaj się dzieje inspiruje Cię do tworzenia produktów w Zakwasowni? 

Mikołaj: Tak mnie inspiruje, że jak tutaj przychodzę to mam możliwość oderwania się i nie myślę o pracy <śmiech>. Oczywiście, gdy patrzę na te wszystkie rzeczy, które się tutaj znajdują to chciałbym przetransportować całe to dobro z łąki i zamknąć je w butelce, żeby było dostępne dla ludzi. Od razu myślę, jak można byłoby to zaimplementować do codziennych produktów. Jak na coś wpadniesz, to chciałbyś się od razu tym z kimś podzielić. 

K: Jak myślisz, co było dla Zakwasowni kluczowe na początku? 

Mikołaj: Napędem zawsze są ludzie. Nie da się ich zadowolić na siłę. Najważniejszym wyzwaniem na początku było sprostać klientom. Coś, co nas najbardziej naenergetyzowało to ludzie, którzy stwierdzili, że to jest dobre. Ludzie, którzy po te produkty wracali, dzielili się uwagami. To oni rozbudzili nasz rozwój. 

Magda: Ludzie wyłapują każdą fikcję, każdą niespójność. Jeżeli ktoś nie jest weganinem, a sprzedaje wegańskie rzeczy to jego sukces szybko się skończy, bo nie jest wiarygodny po prostu. 

K: Czy Zakwasownia to wciąż rodzinna manufaktura? 

Magda: Początek 5 lat temu wyglądał tak, że zaczynaliśmy w trójkę – ja, Miki i mój tato. Tata kroił buraki i je zalewał, ja rozlewałam zakwas do butelek, a następnie pakowałam do auta i zawoziłam do sklepów i na bazary. Dołączyli do nas też teściowa, moje dwie córki i brat. Wtedy to była naprawdę stricte rodzina. Teraz firma zatrudnia 120 osób i przychodzą do nas ludzie, z którymi jesteśmy blisko. Jak z rodziną. 

Wierzę w energię i czułość

Chęć bycia blisko ludzi i dla ludzi spełniają teraz przy wynajmie domków. Magda osobiście zajmuje się ich przygotowywaniem i przyjmowaniem gości. Niektórzy wiedzą od razu kto jest właścicielem domku, a dla niektórych jest to zaskoczenie. Odwiedzający chętnie zostawiają opinię i…miłe gesty. Gdy odwiedzaliśmy Magdę i Mikołaja, meldujący się goście przywieźli im świeżo upieczoną foccacie. 

K: Ze względu na ilość obowiązków nie chciałaś oddać komuś prowadzenie domków? 

Magda: Ja wierzę w energię i czułość do tego. Nie mogłabym tego komuś oddać, bo ta osoba nie przekazałaby takiej energii, jaką ja tam pozostawiam. Bardzo lubię ten moment kiedy go posprzątam, jest taki czyściutki i pachnący! Ale lubię też moment, kiedy goście już wyjeżdżają i zostawiają mi liściki, świeczki czy słodycze. Piszą miłe rzeczy, że dziękują, że są wdzięczni, że jesteśmy bardzo gościnni, że bardzo odpoczęli, bo dajemy wspaniałą przestrzeń gościom. To ta sama energia, którą dostaliśmy na samym początku, gdy pierwsi klienci próbowali naszych zakwasów na bazarach.

fot. Piotr Maślanka
sztyblety Blundstone

Rozmowa i produkcja: Kamila Węcka

Wszystkie zdjęcia wykonał: Piotr Maślanka / @piomas

Miejsca: Domki w Sikorskiej Dolinie Zakwasownia Gdańsk

Przeczytaj także

Oceń artykuł:
5/5 - (6 votes)
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments