PanPablo
4 minuty

Co kosztuje 3 złote

O przedmiotach potrzebnych, przydatnych i zbędnych opowiada Agata Napiórska, współzałożycielka magazynu Zwykłe Życie.

5/5 - (1 vote)

Niedawno przypomniało mi się, że u mamy w szafie stoją moje stare skórzane mokasyny w stylu marynarskim. Mają ponad dziesięć lat, ale to tak mocne i porządne buty, że jest szansa, że pożyją kolejne tyle a może i dłużej. Postanowiłam nadać im blasku, odświeżyć i wypastować. I rachu-ciachu, wiele nie myśląc, lub raczej zupełnie nie myśląc, machinalnie wyciągnęłam z nich cały rzemień. Godzina mocowania i za nic, żadnymi dostępnymi domowymi narzędziami nie dało się go wetknąć na miejsce.

Pozostało szukać ratunku u specjalisty.

Zaniosłam więc buty do szewca. Starszego pana, jedynego szewca, który działa na osiedlu, na którym się wychowałam, gdzie do dzisiaj mieszka moja mama. Pamiętam go jeszcze z czasów podstawówki, wtedy na odbiór butów trzeba było czekać tydzień lub dwa, tyle miał pracy.

Jego zakład znajduje się w piwnicy czteropiętrowego bloku – piwniczny zapach, miesza się tam z zapachem skóry i kleju do obuwia. Drzwi otwarte na oścież, lada, za nią regał z butami do naprawy i do odbioru. W głębi niski zydelek, warsztat, a na nim narzędzia.

Najpierw nie chciał w ogóle przyjąć moich mokasynów – powiedział, że zajmie mu to dużo czasu, a nie wiadomo czy w ogóle uda się ten rzemyk zainstalować bez rozprucia całego buta. Dwadzieścia pięć minut rozmowy. Miłej, nie powiem, choć i popsioczył na żywot ludzki, zdrowie i ogólną sytuację w Polsce. Kazał przyjść następnego dnia, zostawiając mnie z odrobiną nadziei, że buty da się przywrócić do życia. „Zobaczymy czy da się coś zrobić”. Dostałam maleńką jak pół pudełka od zapałek karteczkę z numerem „17”, nazwiskiem szewca i adresem zakładu. Zalaminowaną, wielokrotnego użytku.

W drodze do domu myślałam o tym, jak dobrze, że szewcy nadal działają, że można naprawić, zamiast wyrzucać, i że dobrej jakości buty mogą naprawdę długo służyć, jeśli się o nie dba.

Następnego dnia, w drodze po odbiór butów wypłaciłam z bankomatu pięćdziesiąt złotych.

– Udało się – oznajmił, gdy tylko weszłam.

– Wspaniale! Dziękuję panu! Ile płacę?

– Trzy złote.

Zatkało mnie. Najpierw dopytałam czy może źle słyszę, czy chodzi o złotych trzydzieści? Czy czas zatrzymał się w 1993? Nie chodziło. Nie zatrzymał. Zostawiłam dziesięć złotych w poczuciu, że to za mało. A mowy nie było, by szewc dał sobie zapłacić więcej. Jak to możliwe, że w roku 2020 usługa kosztuje 3 złote?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna i złożona. Szewcy, zawód, jakby nie patrzeć, ginący, nie są doceniani. Zamiast naprawiać, wolimy kupować nowe. Zamiast kupować rzeczy porządne, które dłużej posłużą, kupujemy tańsze i szybciej je wyrzucamy. To, że rzeczy się zużywają, jest sprawą naturalną. Ale to, czy pójdziemy do sklepu po nowe, czy do miejsca, w którym można rzeczom dać nowe życie lub trochę wydłużyć to stare, zależy od nas. To, czy docenimy pracę rzemieslika dając mu kilka dodatkowych złotych także.

Z naprawionym butem pod pachą weszłam do sklepu spożywczego. Ceny paru produktów w przypadkowym sklepie spożywczym w lipcu 2020 roku:

Dżem z czarnych porzeczek: 4,99 zł

Kilogram cytryn: 9,99 zł

Kilogram czerwonej cebuli: 5,99 zł

Kilogram białej cebuli: 2,99 zł

Baton Bounty: 3,09 zł

Mąka tortowa Basia: 3,59 zł

Podpaski Bella nova: 3,50 zł

Przeczytaj także

Oceń artykuł:
5/5 - (1 vote)
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments